Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. Ale zazwyczaj chodzą wielkimi grupami. I jeśli zachorowała twoja najlepsza przyjaciółka, to do tego nie tylko ukradli ci torebkę, ale straciłaś pracę i chłopak z tobą zerwał. Brzmi strasznie? Podsumować to można tylko jednym słowem: „życie”.


Nieszczęścia chodzą parami...

Nie będziemy poświęcać miejsca na gdybanie: dlaczego tak jest, że jak jedna rzecz się wali, to nagle potrafi runąć też cała reszta? Chociaż można śmiało wysunąć podejrzenie, że to negatywne myśli przyciągają nieszczęścia. Więc kiedy skupimy się na tym, że jest źle, to złe wydarzenia same się przyciągają.


Ale w końcu trzeba jakoś wybrnąć nawet z najgorszej sytuacji. Są ludzie, którzy podnieśli się i zaczęli totalnie żyć od zera, nie mając dachu nad głową, a nawet pięciu groszy w portfelu. Może właśnie teraz w twoim życiu dzieje się źle, a może profilaktycznie chcesz dowiedzieć się na przyszłość, co zrobić, gdy wszystkie twoje życiowe plany legną w gruzach?


Mamy skłonności do naprawiania. Gdy rozlejemy wodę, od razu biegniemy ją pościerać. Gdy rozbijemy koleżance filiżankę, od razu gwarantujemy odkupienie takiej samej nowej. Jednak są rzeczy w życiu, których nie da się naprawić i z których utratą trzeba się pogodzić. Czasem w naszym życiu wszystko się wali, właśnie dlatego, że kiedy psuje się jedna rzecz, próbujemy ją naprawiać, rozwalając przy tym kolejne. To tak jak słoń w sklepie z porcelaną. Wszedł, potrącił jakąś filiżankę. Spadła. Ale słoń nie wycofał się ani nie poszedł do przodu, ale zaczął schylać się, by ją podnieść i wtedy strącił dwie kolejne. Chciał podnieść te dwie, spadły cztery następne. I tak dalej…


nieszczęścia


Nieszczęścia - jak sobie z nimi radzić?

Na tym zabawnym przykładzie możemy zobaczyć, że są rzeczy w życiu, których nie warto za wszelką cenę naprawiać. Przykładów może być wiele: czy to ratowanie małżeństwa, do którego zakradła się patologia, czy też jeszcze jedna szansa dana mężczyźnie, który nas wielokrotnie zranił, czy też udanie się do szefa z prośbą o odzyskanie pracy, w której jesteśmy ewidentnie niechętnie widziane. I tak dalej.


Po drugie: ważne, by zamiast skupiać się na tych negatywach i ubolewać długi czas z powodu jakiejś utraty, skupić się na pozytywach, na tym co jeszcze mamy, co możemy zrobić. Dlatego częstą terapią zalecaną po śmierci bliskiej osoby, oczywiście po opłakaniu strat, jest wzięcie się za pracę. Im więcej ta praca wymaga od nas zaangażowania – tym lepiej. Jeżeli tracimy kogoś, kto był dla nas całym światem, może nam się wydawać, jakby i nasze życie się skończyło. Tymczasem warto spojrzeć szerzej, zobaczyć miliony innych dobrych duszyczek, które jeszcze żyją i z którymi choć na razie nie jesteśmy tak blisko jak z tamtą osobą, to możemy stopniowo i pomału nawiązać lepszy kontakt. Nie mam tutaj na myśli szukania od razu kolejnego życiowego partnera, ale to coś, co inni nazywają posiadaniem przyjaciół.


A pozytywne myślenie? Może samo bardzo wiele zmienić w naszym życiu. Bo zamiast przyciągać ponure wizje nieszczęśliwych wypadków, zacznijmy się cieszyć tym, że już nam się coś udało, a wtedy los widząc, że jesteśmy szczęściarami, sam postanowi obdarzyć nas szczęściem.

Co zrobić, gdy wszystko w życiu się wali? Ocena: 5/5 Ilość głosów: 2