Dlaczego się zniechęcamy? Nie jest łatwo znaleźć odpowiedź na to pytanie. To przychodzi tak jakoś samo, z powiewem wiatru, z kroplami deszczu, a czasem, o dziwo, nawet z promieniami słońca. Czym jest w ogóle zniechęcenie? 


Czym jest zniechęcenie?

Słynna Wikipedia podaje, że zniechęcenie to stan psychiczny objawiający się brakiem chęci, ochoty do robienia czegokolwiek, apatią. Na dłuższą metę prowadzi do depresji i zaniechania ważnej pracy, ale jest stanem całkiem naturalnym. Jednych dopada częściej i trzyma dłużej, innych rzadko.


Zniechęcenie odczuwamy jako coś przykrego, bowiem przysłania nam wszystkie perspektywy na przyszłość i zabiera energię do życia. Znanych pisarzy i poetów również dopadał taki stan, Kazimierz Przerwa Tetmajer pisał: „Melancholia, tęsknota, smutek, zniechęcenie/ Są treścią mojej duszy.” Natomiast Tadeusz Konwicki w powieści „Zwierzoczłekoupiór” mówi: „Właściwie to nawet trochę żałuję, że udałem się jakoś taki, iż dużo wiem, i prawie wszystko przemyślałem. Co z tego mam? Nic. Tylko zniechęcenie”.


Dlaczego zniechęcenie dotyka nas głównie jesienią, a nie np. wiosną i latem?

Myślę, że to zarówno warunki pogodowe i atmosferyczne, jak i powakacyjny powrót do pracy czy nauki… Pomału zaczynamy zdawać sobie sprawę, że z przeuroczych wakacji pozostały nam tylko wspomnienia, teraz natomiast trzeba porządnie wziąć się w garść. Gdy za oknem szaro, nie chce się nigdzie wychodzić, a brak ruchu jeszcze pogarsza stan psychiczny. Mnóstwo obowiązków, a do tego „jakoś mrocznie i szaro na zewnątrz”. W dodatku gdy co chwilę spotykamy na ulicy smutnych ludzi – narzekaczy, aż przechodzi na nas ich zła energia. Naprawdę… Podły nastrój jest zaraźliwy! A po co zarażać całe rzesze ludzkości owym zniechęceniem?


zniechęcenie


Dlaczego się zniechęcamy?

Bo brzydko na dworze? Bo za dużo obowiązków? Bo ludzie niemili? Bo brak pieniędzy? Bo nikt nas nie kocha? Bo wszystkim się coś udaje, a my stoimy w miejscu? To wszystko mogą być przyczyny, ale prawda jest taka, że powyższe zdania wypowiadamy we własnej głowie sami, chcąc jakość uzasadnić owo zniechęcenie, które przyszło z... no skąd? Podsyła nam je chyba sam demon. Zauważmy, że typowe zniechęcenie pojawia się nie wtedy, kiedy nie mamy nic do roboty, ale właśnie wtedy, gdy mamy jej nadmiar… I to jeszcze gdy musimy zrobić coś, co w żadnym wypadku nie podchodzi pod nasze pasje. Po drugie, poczucie zniechęcenia zauważamy zaraz po poniesionych w danej dziedzinie porażkach. Każdy sportowiec, artysta czy naukowiec przez to przechodzi. Zazwyczaj wygląda to tak, że po przetrwaniu tak zwanego okresu zniechęcenia, nadchodzi już bardziej pozytywny okres i napływa nam energia do działania (patrząc logicznie, kiedy przeleżymy w łóżku dwa dni, powinniśmy w 100% naładować swoje akumulatory do działania). Niestety, nie zawsze tak jest.


Zniechęcenie, choć wydaje się tematem banalnym, w rzeczywistości jest trudnym. Bo właściwie nikt o tym zniechęceniu mówić nie chce… O ile stres może działać mobilizująco, to zniechęcenie raczej nic pozytywnego nam nie daje. Kojarzy nam się tylko ze zmarnowanym czasem i stertą zjedzonych czekoladek, co oczywiście negatywnie przekłada się na masę ciała. No więc dlaczego poruszyłam ten temat? Myślę, że jest ważne, by osoby, które w tym momencie przechodzą przez ten przykry stan, czy też w najbliższych dniach go doświadczą, wiedziały, że nie są w tym same, i że to, co czują, jest całkowicie normalne na każdym etapie życia. Tym samym chcę takie osoby pocieszyć, że to wnet minie… Powinno minąć… Ale oczywiście nie wolno się nakręcać, pogrążać w beznadziejności, lecz pomalutku, pomalutku się zachęcać, małymi kroczkami zaczynać działać, kolor za kolorem odmalowywać barwy życia.


Jak poradzić sobie ze zniechęceniem?

Oprócz tradycyjnej czekolady – dobrej na wszystko (tylko nie na sylwetkę…), świetnym sposobem pokonania zniechęcenia jest sport. Tylko podstawowe pytanie, jak tu się wziąć za sport, jak nawet nam się nie chce zwlec z łóżka. Proponuję od razu nie porywać się na długodystansowe bieganie czy kilka godzin siłowni, ale zacząć od krótkiego spaceru, nawet dobrze jeśli będzie się on odbywał w jakimś towarzystwie. Aby spacer był skuteczny dla zdrowia, ważne by trwał minimum 30 minut i był utrzymany w miarę szybkim tempie. Również polecam pływanie, ale to już wymaga całej wyprawy na basen. A jeśli za nic nie dacie się przekonać do sportu, to na pewno macie jakieś pasje… Niekoniecznie talent, wystarczy pasja… Lubicie śpiewać, grać, malować, gotować, piec, pielęgnować ogródek, kolekcjonować coś, konstruować, komponować, naprawiać, czy choćby już nawet rozwiązywać krzyżówki… Róbcie to! Nic tak nie poprawia humoru jak wykonywanie tego co, się kocha. Tylko jedna uwaga. Jeżeli waszą prawdziwą i jedyną pasją jest spanie, znajdźcie sobie do tego coś jeszcze. Nie chcecie chyba umierając stwierdzić, że właściwie większość życia przespaliście?


Coś pysznego

No dobra, podam wam teraz krótki przepis na potrawę, którą można pokonać zniechęcenie. Nie będzie to ani wątróbka, ani schabowy, ani nawet szarlotka. A co to będzie? To, co kobiety lubią najbardziej! Będą to przepyszne naleśniczki z bananami, czekoladą i bitą śmietaną. Jak się wyrabia ciasto na naleśniki – na pewno wiecie, ale dla tych mniej zaawansowanych w kuchni, mogę podpowiedzieć, że należy zmieszać dwie szklanki mąki, dwie szklanki mleka, jajko, szczyptę soli, dla smaku można dodać cynamon i cukier wanilinowy. Ciasto miksujemy i wylewamy na rozgrzany olej na patelni, następnie smażymy z obu stron. Do środka naleśnika dajemy ugniecione banany. Na wierzch polewę czekoladową, którą można wykonać następująco: ¾ kostki masła roztapiamy w garnczku, dodajemy 2/3 szklanki cukru pudru i 4 łyżki kakao. Takiego przepysznego naleśnika można polać dodatkowo bitą śmietaną. Jeżeli zjecie takiego naleśniczka, to raczej pożegnacie się ze zniechęceniem. Chyba że nie będzie wam się chciało go zrobić.

Dlaczego dopada nas zniechęcenie i jak je pokonać? Ocena: 3/5 Ilość głosów: 2