Czasami pod ich wpływem podejmujemy złe decyzje. Męczą nas one... zwłaszcza kiedy przechodzą ze skrajności w skrajność. O wiele bardziej wolałybyśmy zachować stoicki spokój, nie czuć za wiele, a dzięki temu postępować bardziej racjonalnie. Jesteśmy kobietami, więc emocje to nasze drugie imię. Największy atut – albo największa wada. Jak to właściwie z tymi emocjami jest?


Emocje na start

Znajdą się wśród nas kobiety, które zadeklarują, że pozytywne emocje są u nich na tyle przyjemne, że przez to są w stanie przeżyć również te negatywne i w życiu nie zrezygnowałyby z intensywnego odczuwania emocji. Zaraz po nich znajdą się i takie, które powiedzą, że zdecydowanie bardziej wolałyby nie czuć nic. Dzielimy emocje na dobre, takie jak: radość, zadowolenie, zauroczenie; oraz złe: złość, strach, smutek, lęk, gniew, wstyd. Tymczasem wszystkie emocje czemuś służą. Owszem, część z nich jest bardzo nieprzyjemna, ale każda emocja niesie ze sobą cenną informację dla nas na temat sytuacji, w której się znajdujemy. Jeżeli nauczymy się analizować swoje emocje, będziemy czerpały z nich same pozytywy. Również z tych pozornie negatywnych emocji.


Czy warto analizować emocje?

Analizowanie tego, co czujesz, to pierwszy krok ku bliższemu poznaniu siebie, a jednocześnie nawiązania przyjaźni z samą sobą. Mamy skłonność do krytykowania siebie za silne, negatywne uczucia: “I co się smucisz, stało ci się coś?” – mówimy sobie z pretensjami, gdy bez powodu zalewamy się łzami. A powód musi być zawsze. Może być tylko głęboko ukryty, zbyt wstydliwy, nawet dla nas samych, aby do niego się przyznać. Pretensje do samej siebie o niezidentyfikowany smutek skutkują jeszcze większym smutkiem. A gdyby tak zapytać siebie: “Co czuję? Dlaczego to czuję? Co mogę z tym uczuciem zrobić?” – byłoby to o wiele cenniejszym doświadczeniem, budującym naszą własną osobowość.


emocje


Często zadawaj sobie pytanie: “Co teraz czuję?”. Odpowiadaj na to pytanie szczerze, przecież odpowiadasz przez samą sobą. Złość? Smutek? Strach? Gniew? Pożądanie? A może połączenie kilku emocji? Jeżeli nauczysz się nazywać swoje uczucia, jesteś już naprawdę w bardzo dobrym miejscu. Ale to nie wystarczy do pełni poznania siebie. Kiedy już wiesz, co przeżywasz, zapytaj siebie: “Dlaczego to przeżywam? Co wywołało dane uczucia?”. Może na ulicy potrącił cię śpieszący się do pracy facet, stąd teraz odczuwasz złość? Może w tramwaju zobaczyłaś przystojniaka, przypominającego twojego ulubionego aktora i obudziło się w tobie pożądanie? A może zobaczyłaś na facebooku zdjęcie twojej koleżanki z egzotycznych wakacji, więc pojawiła się zazdrość? Czasem powód twoich uczuć może być na tyle głupi, że wstydzisz się go przed samą sobą, stąd mówisz: “nie wiem, skąd się to we mnie wzięło”. Ależ doskonale wiesz – podobnie jak wiesz, że coś, co wywołało twoje uczucia, było niezależne od ciebie, więc nie musisz siebie za to winić! No i w końcu dochodzimy do kluczowego momentu. Kiedy wiesz już, co przeżywasz i wiesz dlaczego, jesteś blisko poznania siebie. Musisz tylko wykonać jeden krok: “Co mogę z tym uczuciem zrobić?”. Nie będziesz przecież odreagowywała na wszystkich spotkanych ludziach w ciągu dnia tego, że rano na ulicy potrącił cię facet. Podobnie nie zaciągniesz swojego szefa na szybki numerek do toalety, dlatego że zobaczyłaś kogoś, kto cię podniecił, a także nie będziesz chodziła markotna tylko dlatego, że siedzisz w pracy, a twoja koleżanka opala się na plaży.


Jak rozładować emocje?

Nazwanie uczuć to już krok do ich rozładowania. Ale żebyś poczuła wyraźną ulgę, potrzebujesz zrobić coś widocznego. Możliwe, że gdybyś od razu powiedziała facetowi, który cię potrącił, że cię wkurzył, teraz nie musiałabyś rozładowywać miliona silnych, skumulowanych w sobie emocji. Ale nic straconego. Stań w miejscu, w którym nikt cię nie słyszy i powiedz: “Facecie z czarną walizką na ulicy, potrąciłeś mnie bez powodu i nawet nie przeprosiłeś, jestem okropnie zła na ciebie. Ale teraz wyrzucam tę złość, bo nie będzie mi psuła całego dnia”. “Gościu w czarnym kapeluszu z autobusu nr 130, jesteś mega seksowny i gdybym mogła, kochałabym się z tobą tu i teraz. Ale mam męża, więc nie będziesz zaprzątał mi głowy przez cały dzień, wyrzucam pożądanie, które wywołałeś we mnie”. “Martyna, ogromnie ci zazdroszczę, że grzejesz się na wakacjach, kiedy ja muszę harować w pracy, ale wyrzucam z siebie tę zazdrość, bo nie pozwolę, żeby zepsuła mi dzień”. Możesz to powiedzieć na głos, możesz też wykrzyczeć albo napisać.


Co do napisania – dobrym sposobem jest wizualne radzenie sobie z uczuciami poprzez napisanie na kartce uczuć, które przeżywasz i potargania kartki. Jeżeli zaś nazwałaś, wyrzuciłaś z siebie emocje, a one nadal ci towarzyszą – najlepsze co możesz zrobić, to podjąć intensywny wysiłek fizyczny. To częsty sposób doradzany kobietom, które lubią się awanturować w związku. Zamiast awantury – godzinny, intensywny trening na siłowni. Gwarantuję wam, że po takim treningu ochota na robienie awantur mija, zostaje tylko opcja rozmowy i to w dodatku racjonalnej. Bo rozmowy najskuteczniejsze są wtedy, kiedy silne emocje nie dominują w nich. Jednak kiedy tylko nauczysz się nazywać własne emocje i radzić sobie z nimi – zobaczysz, że nie są one wcale takie złe.

Do czego nam emocje? Jak sobie z nimi radzić? Ocena: 5/5 Ilość głosów: 1