Moda to pewna potrzeba naśladowania innych, podążania za wytyczonymi trendami, identyfikacji z tymi, którzy wyznaczają obecny styl. Bycie modnym kojarzy się zaś z byciem podziwianym, szanowanym, poważanym, ogólnie mówiąc – lubianym. Moda nie powstaje sama z siebie, ale zawsze jest pewna grupa, którą ją inicjuje. Taka grupa z pewnością musi być wpływowa, aby mogła znaleźć ludzi, którzy dobrowolnie będą za nią podążać. Czy tak też jest w języku? Myślę, że te dwa pojęcia: styl ubierania się i styl wysławiania się mają ze sobą więcej wspólnego niż nam się wydaje. W zarówno jednej, jak i drugiej modzie występują podobne mechanizmy. Jak przejawia się moda językowa?


Z czego bierze się moda językowa?

Moda językowa jest często kształtowana przez media. W tej kwestii obecnie dużą rolę spełniają celebryci, aktorzy, piosenkarze czy nawet jurorzy ze znanych programów rozrywkowych takich jak: „Top model”, „Must be the music”, „X factor” czy „Mam talent”. Chcąc być nowoczesnymi (jak byśmy to zgodnie z panująca modą powiedzieli – „na topie”), używają wyrażeń czy wyrazów, które wydają się atrakcyjne.


W rzeczywistości są one jednak banalne, potoczne albo nawet wulgarne. Wzorując się na takich „autorytetach”, większość przeciętnych Polaków zaczyna używać na co dzień tych wyrażeń, nie zwracając uwagi na to, że ich słownictwo ubożeje, bo używają ciągle tych samych słów. Również wyrazy zapożyczone z języków obcych cieszą się dziś dużą popularnością, gdyż z pozoru brzmią mądrze i elegancko. Jednak gdyby się zastanowić, przez takie właśnie zapożyczenia zapominamy o naszych polskich odpowiednikach tego samego wyrazu.


Jakie wzorce, taki język

Przejdę do konkretnych przykładów. Jeżeli już mowa o jurorach, częstym wyrażeniem w programach typu „Mam talent” jest: „nie powaliłeś mnie tym na kolana”. Pomimo że nie jest to wyrażenie szczególnie odrażające – nie należy też do języka literackiego ani nawet formalnego. Tymczasem są inne określenia, aby powiedzieć to samo, jednak z pozoru mogą wydawać się one bardziej nudne. Czy słyszeliśmy, żeby uczestnik któregoś z wyżej wymienionych programów usłyszał od jurora: „To, co zrobiłeś, nie było w moim guście”? Z tego rodzaju programów rozrywkowych zostało zaczerpnięte również wyrażenie: „jestem na tak” czy „jestem na nie”.


Jak wiemy, jurorzy oceniają występujących, wciskając odpowiedni przycisk: „tak”, lub „nie”. Obecnie stało się to na tyle popularne, że oceniamy w tej kategorii wszystko: filmy, książki, muzykę, a nawet ludzi. Na pytanie: „czy może wybierzemy się na koncert?”, rzadziej słyszy się: „to wspaniały pomysł!”, a częściej: „jestem na tak!”. Pomijając nadużywane słowa: „fajny”, „świetny”, „epicki” czy „szałowy”, które nie tylko w wypracowaniach cieszą się sporą ilością powtórzeń, panuje moda na niczym nieskrępowane używanie wulgaryzmów, które wchodzą do języka potocznego i używane są na co dzień również przez osoby wykształcone.


moda językowa a wpływ mediów


Odpowiednikiem dla wyżej wspomnianych wyrazów, między innymi „fajny” – jest „zajebisty”, czy jego łagodniejsza wersja „zarąbisty”. To wyrazy, które mają oddać maksymalną ekscytację daną rzeczą. Są one tak często używane, że w niektórych środowiskach przestają razić swoją wulgarnością. Gdyby faktycznie poza wyrazami: „fajny”, „świetny” i „szałowy” nie było innych na oddanie atrakcyjności danej rzeczy, można by usprawiedliwiać nadużywanie wyrazu „zajebisty”. Jednakże w języku polskim jest mnóstwo innych wyrazów o ekspresyjnym nacechowaniu oddających niebanalność, choćby: „wspaniały”, „wykwintny”, „cudowny”, „znakomity”, „rewelacyjny”, „bezkonkurencyjny”, „niedościgniony”, „efektowny”, „oszałamiający” itp. A odpowiedź, dlaczego takiego wyrazy używamy, bardzo rzadko jest prosta.
W rozrywkowych programach telewizyjnych, a nawet w tych rozrywkowo-informacyjnych,
a także w brukowej prasie spotykamy się nieustannie z wyrazami pokroju: „zajebisty”,
a ze słowami w stylu „zjawiskowy” od czasu do czasu spotkamy się w czasopismach kulturalnych, po które rzadko kto sięga bez potrzeby.


Chciałam jeszcze na chwilę wrócić do modnego dzisiaj wyrazu: „epicki”, który swoje pochodzenia ma od rodzaju literackiego, jakim jest epika. A że epika kojarzy się z długimi utworami opowiadanymi, można by podciągnąć znaczenie wyrazu „epicki” pod „opowiadający”, ale skąd od razu jego znaczenie: „cudowny”? Nie tylko epika, ale i liryka i dramat mogłyby kojarzyć się z cudownością… a tym samym dlaczego dramatyczny kojarzy się ze grozą?


Wróćmy jeszcze na chwilę do mody językowej. W obecnych czasach skłonności do nadużywania pewnych zwrotów są bardzo zauważalne, ale nie jest to też niczym nowym. Na przestrzeni wieków nadmiernie używano np. wyrazów z języka francuskiego i łaciny, co miało oznaczać, że osoba ich używająca jest wykształcona. Dzisiaj zmierza to bardziej w tę stronę, że nadużywa się wyrazów pochodzących głównie z języka angielskiego, a używanie ich niekoniecznie oznacza bycie wykształconym, co byciem modnym („trendy”).


Żyjemy w czasach, kiedy nie trzeba być człowiekiem wykształconym, żeby umieć komunikować się w języku angielskim. Coraz więcej słów z tego języka wchodzi na stałe do polskiego języka. Dla przykładu: „chipsy”, „komputer”, „weekend”, „hot-dog”, „piercing” czy „jeansy” używane są jako wyrazy ojczyste, także trudno do nich znaleźć polskie odpowiedniki. Również w reklamach pojawiają się coraz częściej nazwy produktów lub slogany w jakiejś części lub w całości z wyrazami angielskimi. Fascynacja angielszczyzną wiąże się z konsumpcyjnym stylem życia zaczerpniętym z zachodu. Wszelkie „hot-dogi”, „chipsy” i „hamburgery” taki styl życia właśnie reprezentują.


Podsumowując, należałoby wspomnieć, że całe zjawisko mody językowej jest niekoniecznie w pełni świadome. Powtarzając za celebrytami, znajomymi czy nawet dziennikarzami pewne wyrazy, sami przyczyniamy się do rozpowszechniania tej mody. Pytanie, czy robimy to celowo, czy też nie zdajemy sobie sprawy ze słownictwa, którym się posługujemy – pozwalając, aby to moda decydowała, jak będziemy się wyrażać?

Moda językowa – co to takiego i jak się przejawia? Ocena: 5/5 Ilość głosów: 5