Jeszcze za czasów naszych matek i babci nagość była tematem tabu. Nie tylko nie wypadało na jej temat rozmawiać – ale tym bardziej ubierać się, obnażając zbyt dużo ciała. Stąd panowała moda na długie spódnice i golfy, nie mówiąc o bieliźnie, która nie miała nic wspólnego z dzisiejszą seksowną bielizną. Na przełomie XX i XXI wieku te kwestie bardzo szybko zaczęły się zmieniać. Obecnie w telewizji i innych mediach oglądamy wręcz za dużo nagości, nie ma rozdzielenia na to, co prywatne a co do pokazania publicznie. Ale pomimo że mamy z takim widokiem do czynienia na co dzień, czy oby my nie wstydzimy się nadal nagości?


Różne podejścia do nagości

Obserwując współczesne kobiety, zauważyłam, że najczęściej postępują według jednego z dwóch wzorców. Jedne wstydzą się przebierać przy koleżance, zaświeconym świetle, otwartym oknie, a zakładając spódniczkę do kolan, co chwilę spoglądają z obawą do lusterka, czy oby nie za dużo obnażają. Takie kobiety mają zazwyczaj sceptyczne podejście do facetów jako do istot nastawionych wyłącznie na seks. Z kolei drugi typ kobiet to te, które nawet zimą pozostawią wystający ze spodni kawałek stringów. Natomiast na letnie zakupy ubierają się tak, że można by wywnioskować, iż na plażę chodzą całkiem nagie. To zazwyczaj pewne siebie kobiety, dobrze znające sztukę flirtu, ale nie zawsze lojalne i fair wobec facetów, których uwodzą.


nagość


Skąd wziął się taki podział?

Nagość do niedawna była surowo zabraniana. Nie tylko nagość w znaczeniu dosłownym, ale zakładanie lżejszych, więcej obnażających czy prześwitujących ciuchów. Jeszcze wiele z nas miało w swoich domach tłuczone do głowy, że należy się skromnie ubierać. Stąd część kobiet ma zapisane w podświadomości te wyniesione z domu skrajne zasady, przez co wręcz wstydzi się zarówno własnego ciała, jak i bielizny, którą nosi. Z kolei inna część, mająca wpajane do głowy te same zasady, uznała je za totalnie głupie i bezużyteczne, przez co przeszła w drugą skrajność, która też nie jest dobra. Żeby zaakceptować własne ciało, ale jednocześnie nie zrobić z siebie „kobiety wolnych obyczajów”, należałoby nie odrzucać całkowicie tego, co mówiły nam mamy czy babcie, ale wybrać z tego to, co miało sens. Zakrywanie nóg czy ramion w upalne dni jest istną przesadą.


Po drugie musimy sobie zdawać sprawę z atrakcyjności własnego ciała. Nawet jeżeli ma drobne mankamenty, nie możemy go traktować jako powodu do wstydu. Z drugiej strony, musimy też zdawać sobie sprawę, że zbyt wyzywający ubiór może działać na naszą niekorzyść, że mężczyźni nie będą patrzyć na nas jak na piękną kobietę, ale jak na rzecz. Jak to zwykle w życiu bywa, żadna ze skrajności nie jest dobra. Zarówno wstydliwe zakrywanie się przed własnym mężem, jak i pokazywanie swoich „wdzięków” na portalach społecznościowych. O dziwo – to drugie również może wynikać z kompleksów i wynika z poszukiwania aprobaty wśród szerokiego grona mężczyzn. Jednak pamiętajmy: to, że ktoś pochwali nasz przysłowiowy „zad”, nie znaczy, że uznaje nas za fajną, mądrą i wartościową osobę. Może więc warto się skupić na tym drugim – a jak polubimy siebie, to i nasze ciało przestanie i nagość być problemem. :)

Nagość. Czy nadal się boimy się nagości? Ocena: 5/5 Ilość głosów: 1