Zimno na dworze, brak ochoty do pracy, przytyło ci się kilka kilogramów, chłopak nie daje znaku życia, komputer się zawiesił, a w lodówce nie ma nic do jedzenia… Te i inne powody mogą powodować smutek bądź furię, sprawić, że postawimy sobie pytanie: „Po jakie licho żyjemy na tym świecie, gdzie nam nic nie wychodzi?”. Czyżby to chandra?


Od bezczynności do chandry jeden krok

Nikt z nas nie lubi mieć sto rzeczy na głowie i tak zwanego powszechnego braku czasu. Jednak może być jeszcze coś gorszego: nuda. Od czasu do czasu każdy potrzebuje się trochę ponudzić w ramach odpoczynku, jednak kiedy „nudzenie się” przekracza granice normy, może prowadzić to do znaczących zmian w nastroju – i to tylko na gorsze. Myślę, że to działa na tej zasadzie, że gdy człowiek nie ma w danej chwili żadnego zajęcia – myśli. I dopóki myśli o tym, jak to jest mu fajnie… żaden problem.


Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy nachodzą człowieka ponure myśli, a on nie umie ich odeprzeć. A odeprzeć można je, tylko skupiając uwagę na czymś innym. Lecz gdy nic innego do roboty nie ma, chcąc nie chcąc musimy otworzyć drzwi „Pani Chandrze”. Często kiedy do psychologów przychodzą ludzie po ciężkich wydarzeniach w życiu, otrzymują rady, by zająć się czymś ciekawym, poza wykonywaną pracą.


Weźmy taki przykład: pani Jadwiga okropnie przeżyła tragiczną śmierć swojego męża. Jest prostą kobietą, mieszkającą na wsi i nie stać jej na żadnych psychologów czy terapeutów, których zresztą i tak w pobliżu nie ma. Jednak jej intuicja czy też życiowa mądrość podpowiedziała: „pracuj”. Pani Jadwiga od rana do wieczora spędza czas na przeróżnych pracach w polu czy w domu. I po jakimś czasie otrząsa się cała i zdrowa z tragicznego wydarzenia. Gdyby czas po śmierci męża spędzała wyłącznie na rozmyślaniu i leżeniu w łóżku, mogłoby z nią być o wiele gorzej.


chandra


I jak się z tym czujesz?

Powyższe pytanie jest nam bardzo dobrze znane z filmów i seriali, zadawane przez psychologów, gdy nieszczęśliwy pacjent przychodzi zwierzyć się ze swoich problemów. Jak wcześniej wspominałam, często nieszczęśliwym osobom doradzane jest skupienie się na wykonywaniu jakiejś pracy. Jednak trzeba zauważyć, że to by nic nie dało, gdyby nie wyrzucili z siebie bolesnych doświadczeń.


Zastanówmy się nad tym, jak wiele daje opowiedzenie komuś o swoich problemach albo chociażby zwyczajna rozmowa. I wcale nie trzeba płacić specjaliście dwustu złotych, aby chwilowo poczuć się lepiej. Wystarczy do tego przyjaciel czy bliska osoba. Jesteśmy tylko ludźmi, każdy miewa swoje problemy, popełnia błędy. Ale właśnie dlatego budujemy między sobą relacje (rodzina, przyjaciele), abyśmy mogli sobie wzajemnie, bezinteresownie sobie pomagać, chociażby zwykłym wysłuchaniem drugiej osoby. Ale są sprawy, o którym wstydzimy się powiedzieć nawet przyjaciołom. Jest na to sposób. Pisanie. Zbawienne pisanie. Nieważne: wiersz, piosenka, czy grafomańskie wypociny, które następnego dnia wylądują w koszu. Pisanie – nawet nieudolne, nigdy nie jest marnowaniem papieru, bowiem wyrzucając z siebie negatywne emocje, oczyszczamy siebie, dokonujemy wewnętrznego katharsis.


Pasja – najlepsza terapeutka do walki z chandrą

Wspomniałam już o pisaniu. Ale co zrobić, kiedy ktoś naprawdę nienawidzi pisać? Takim pisać nie radzę, bo po co jeszcze bardziej pogarszać sobie humor. Ale nie wierzę, że jest na ziemi człowiek, który nie miałby choć jednej, nawet głęboko skrywanej pasji. Może śpiewasz, grasz, malujesz, tańczysz, jeździsz na rowerze, fotografujesz, oglądasz przyrodnicze filmy czy choćby doradzasz innym na forum tematycznym? Nie mów: „Nie chce mi się. Nic nie ma sensu”, lecz pokonaj niechęć i zajmij się tym, co cię najbardziej kręci. Żeby do twojego wnętrza dotarł słoneczny promień, musisz go wpuścić.
A jeśli kiedy nic a nic już naprawdę nie pomaga? Nie martw się! Jest jeszcze czekolada! ;)

Pokonaj rozpacz, zapomnij o chandrze Ocena: 5/5 Ilość głosów: 1