Do tej pory były albo małżeństwa, albo życie na kocią łapę, ale obecnie coraz częściej obserwuje się tendencję do ironicznego nazywania niektórych związków małżeństwami na kocią łapę! Jak to wygląda? Wszystko jak w małżeństwie: dzieci, wspólny samochód, razem zaciągnięte kredyty i założone konta bankowe. Tylko formalnie żadnego związku nie ma. Para nie brała ślubu ani w kościele, ani w urzędzie, a żyje ze sobą, jakby ten ślub miała.


Na kocią łapę – jak to wygląda?

Opinie na ten temat są różne. Na pewno to temat kontrowersyjny i niełatwy. Zwłaszcza, że jeszcze wielu starszych ludzi w Polsce jest tradycjonalistami i rodzice często patrzą ze wstydem na życie swoich dzieci bez ślubu. Z roku na rok liczba zawieranych ślubów spada, a wspólnie mieszkających ze sobą par przybywa. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego pary wybierają życie na kocią łapę?


Skąd te kocie łapy

Po pierwsze: młodzi odczuwają mniejszą presję społeczną na zawieranie ślubów niż kilka lat temu.
Po drugie: patrząc na ogromne ilości rozwodów (nierzadko wśród swoich rodziców), dochodzą do wniosku, że łatwiej w razie czego będzie się rozejść bez ślubu. Życie na kocią łapę ma ułatwić wszelkie formalności związane z ewentualnym rozstaniem.
Po trzecie: młodych często zwyczajnie nie stać na ślub, od początku żyją na kredytach, nie są w stanie lub nie chcą zaciągać kolejnych na ślub i wesele.
Po czwarte: nie są do końca pewni, czy z drugą osobą chcą spędzić całe życie i wolą zastanawiać się przez trzydzieści lat niż popełnić jeden głupi krok.
Po piąte: istniejące małżeństwa dają młodym zły przykład. Albo są to małżeństwa nieszczęśliwe, w których cierpi któraś ze stron, albo kończą się rozwodem czy separacją.
Po szóste: uznają ślub za zbędną, kosztowną ceremonię, która nic nie zmieni w ich życiu i wzajemnej miłości.


życie na kocią łapę


Jedni nie chcą brać ślubu w ogóle, inni czekają z nim na odpowiedni moment (pewność drugiej osoby, pieniądze, zmuszające okoliczności takie jak narodziny dziecka), jeszcze inni nie wyobrażają sobie zamieszkać ze sobą bez ślubu, chociaż tych jest stosunkowo najmniej. Ślub daje większą pewność, że małżeństwo przetrwa – ale nie daje gwarancji tego. Stąd nie można nikomu go narzucać. Decyzja o ślubie powinna być czymś, do czego para sama dojrzewa, a nie czymś, na co naciska rodzina („bo taka tradycja”, „bo nie wypada”, „bo grzech”). Prawda jest taka, że dla dziecka nie jest ważne, czy jego rodzice są formalnie małżeństwem, czy nie, jeżeli wzajemnie się kochają i okazują mu miłość. Podobnie lepiej dla dziecka jest, by było wychowywane przez jednego rodzica aniżeli przez dwóch, będących w poważnym konflikcie. Także nieślubne dzieci mogą wyrosnąć na mądrych, odpowiedzialnych ludzi.


Niemniej jednak tradycja ślubu jest piękna, zwłaszcza jeżeli zamierza się dotrzymać przysięgi złożonej współmałżonkowi. Małżeństwo daje poczucie bezpieczeństwa i jest czymś, co próbuje się naprawiać, zamiast od niego uciekać (przynajmniej tak powinno być). Ale nie każdy jest gotowy od razu na małżeństwo. Dawniej mężczyźni oświadczali się już po kilku spotkaniach. Teraz – po długich latach chodzenia ze sobą. Ale ponaglanie kogokolwiek ze ślubem jest naganne. To tak jakby ponaglać kogoś, by złożył daną obietnicę, nad którą dobrze się jeszcze nie zastanowił. Miejmy nadzieje, że z upływem czasu związki małżeńskie będą nadal zawierane. Ale miejmy też nadzieję, że decyzja o ich zawarciu będzie wynikać bezpośrednio z decyzji młodej pary, a nie być rezultatem nacisków ze strony rodziny.

Małżeństwo czy życie na kocią łapę? Ocena: 5/5 Ilość głosów: 1
Komentarze(1)
    • ~mixa30
      17 styczeń 2017

      "tradycja ślubu jest piękna, zwłaszcza jeżeli zamierza się dotrzymać przysięgi złożonej współmałżonkowi." a można składać przysięgę, nie zamierzając? odnośnie bardzo drogocennej ceremonii ślubu i wesela - nikt nikogo nie zmusza do wyprawienia wesela na 300 osób. Można ograniczyć się do ślubu z USC, co zamknie się w kosztach 1k.